Uroczystość Bożego Narodzenia to najzwyczajniej w świecie przypomnienie o pierwszym przyjściu Chrystusa na ziemię – tym przyjściu, które dokonało się w Betlejem przeszło dwa tysiące lat temu.
Najzwyczajniej w świecie? I tylko przypomnienie?
Owszem tak! Przypomnienie jest najzwyklejsze w świecie (choć co roku dokonuje się w niecodziennych dekoracjach), ale dotyczy sprawy w świecie najniezwyklejszej, tzn. Bożej miłości do ludzi. Bo przecież z miłości do nas Bóg stał się człowiekiem („stał się do nas podobny we wszystkim, oprócz grzechu”), by z miłości do nas (i właśnie ta miłość jest czymś najwspanialszym i najniezwyklejszym!) siebie samego ofiarować, za zbawienie każdego człowieka.
Tak, te święta przypominają nam o miłości Boga do ludzi. I zachęcają nas, byśmy Boga w tej miłości naśladowali. Właśnie dlatego Boże Narodzenie najchętniej przeżywamy w gronie rodzinnym, tzn. w gronie tych, którzy nas kochają i których my kochamy. I święta te sprawiają, że nawet jeśli na co dzień w tej miłości są jakieś braki, to w Narodzenie Pańskie bardzo się staramy, by te braki zasłonić pobożnością, życzliwością, bezinteresownością, przebaczeniem…
Dobrze, że są święta Bożego Narodzenia. Choć przez kilka dni będziemy tacy, jakimi winniśmy być przez całe nasze życie…
***
Święta Bożego Narodzenia są dobrze przez nas przeżywane, jeśli o owej wielkiej miłości Boga względem nas pamiętamy, z radością za nią dziękujemy i naśladując Boga „który jest miłością”, miłością za miłość Bogu się odwzajemniamy i obdarzamy nią naszych bliźnich. Kochać nie jest jednak łatwo. Trzeba więc Boże Dziecię prosić, by odnowiło w nas zdolność do kochania. Dlaczego odnowiło, a nie dało? Bo nie potrzeba dawać komuś tego, co już posiada. Jako istoty stworzone na obraz Boży i Boże podobieństwo, jesteśmy przecież z natury zdolni do miłowania: bo Bóg pragnie, byśmy kochali. Niestety, wskutek zmazy grzechu pierworodnego, ta naturalna zdolność jest przytłumiona. Jeśli jednak otwieramy się na działanie Ducha Świętego i przystępujemy do sakramentów świętych, dokonuje się w nas cud odnowienia naturalnych uposażeń, w tym także zdolności do kochania Boga i bliźniego. Trzeba więc nam nieustannie czuwać nad sobą, by grzech w nas nie zwyciężał i nie przytłumiał tego, co z natury rzeczy jest w nas piękne i wzniosłe. Jeśli zaś zgrzeszymy – nie daj Boże! – to jak najszybciej trzeba dążyć do przywrócenia stanu przyjaźni z Bogiem, tzn. stanu w którym nie tylko jesteśmy kochani, ale sami też kochamy. Owo otwarcie się na Ducha Świętego, czuwanie nad sobą, oraz powrót do stanu łaski uświęcającej są zaś możliwe tylko wtedy, jeśli nieustannie, dzięki Chrystusowi i w łączności z Nim, odnawiamy się wewnętrznie.
***
Drodzy Pomocnicy!
Piszę tyle o Bożej miłości i o naszej zdolności do miłowania, bo (jak uczy nas Sługa Boży Stefan kardynał Wyszyński) najpiękniejsze co może nas w życiu spotkać, to właśnie miłość: miłość, która wszystko zwycięża! Niech ona wypełnia Waszą codzienność, niech będzie przedmiotem Waszej nieustannej troski, niech będzie siłą, dzięki której przezwyciężać będziecie smutki i kłopoty.
Życzę Wam, byście nie tylko byli kochani, ale sami kochali – bo na tym polega sens życia i z tego pochodzi życiowa radość.
Dziecię Jezus niech nas Wszystkich uczy miłowania, niech nas nieustannie odnawia i niech nam błogosławi, a Jego i nasza Matka niech się za nami wstawia! Szczęść Boże!
Ks. Rafał Krakowiak



