Modlitwy formacyjne i spotkaniowe
Dzień 19 z 33
Dzień 19
Dzień 19/33 (ostatni w Okresie Drugim)
NIEDZIELA (6. Wielkanocna), 6.05.2018.
Czytania mszalne: Dz 10,25-26. 34-35. 44-48; Ps 98; 1J 4,7-10; J 15,9-17;
RANO:
– Myśl na dzisiaj: Jak dobrze, że jestem ochrzczony!
– Dobre postanowienie na dzisiaj?
– EUCHARYSTIA: jaka intencja Komunii Świętej?; może warto zajrzeć do czytań mszalnych?
– Chwila zastanowienia: W jaki sposób realizujesz przykazanie miłości bliźniego?
Modlitwa: Wszechmogący Boże, spraw, abyśmy w tych radosnych dniach gorliwie oddawali cześć Chrystusowi zmartwychwstałemu; niech misterium paschalne, które wspominamy, przemienia nasze życie. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.
W CZASIE DOGODNYM:
Z poznania siebie musi coś wynikać
Modlitwa do Ducha Świętego (ta, lub inna):
- Źródło miłości i prawdy,O tajemniczy Płomieniu,
Pocieszycielu strapionych,
Przyjdź do mnie, Duchu Najświętszy!
2 Ożywcza roso w znużeniu,
Ogniu wśród chłodu zwątpienia
I jasne światło nadziei,
Przyjdź do mnie, Duchu Najświętszy!
3 Niech Twoja łaska przeniknie
Umysł i serce człowiecze,
Gdy z całą mocą wołamy:
Przyjdź do mnie, Duchu Najświętszy!
4 Niech będzie chwała na wieki
Ojcu, Synowi i Tobie,
A Ty odpowiedz wezwaniu:
Przyjdź do mnie, Duchu Najświętszy! Amen.
- Wprowadzenie do rozmyślania:
– Rozeznać swoje powołanie życiowe, to tak naprawdę odkryć (zrozumieć), że największe szczęście jakiego możemy zaznać w życiu doczesnym, to zjednoczyć się z Jezusem i w jak najdoskonalszy sposób naśladować Go.
– „Jeśli chcesz” (Mt 19,21) – mówi do mnie Jezus. Patrz na mnie i pamiętaj, że nie przyszedłem po to, aby mi służono, lecz po to, by służyć.
- Rozmyślanie:
Czy jestem przekonany o konieczności poznania siebie takim, jakim jestem, z moimi dobrymi i złymi skłonnościami?
Czy próbowałem wyznaczyć sobie ideał, który chcę w swoim życiu osiągnąć?
Czy odpowiada on moim możliwościom?
Czy w pracy nad jego osiągnięciem zużytkuję nawet słabą stronę mojego charakteru?
Czy próbuję zdać sobie sprawę z przyczyn, z intencji moich dobrych lub złych czynów, z upodobań, lęków?
Czy łapię na gorąco moje reakcje, by sobie uświadomić prawdziwe podłoże mojego charakteru? Czy w tym celu wykorzystuję z wdzięcznością uwagi mego otoczenia (także te nieżyczliwe i prześmiewcze)?
Czy znam przyczyny moich sukcesów – dlaczego mi się coś udało?
Czy umiem obiektywnie ocenić: mam rację, czy też nie mam racji?
W jaki sposób reaguję na opatrznościowe zrządzenia Boże? Czy jestem niezadowolony, zbuntowany, czy też gotowy na przyjęcie woli Bożej takiej, jaką ona jest?
Czy staram się w zmieniających się okolicznościach mojego życia zobaczyć przejawy woli Bożej? Czy widzę w nich dobroć i miłość do mnie?
Czy staram się wytłumaczyć to innym, którzy tylko narzekają?
Czy naprawdę wierzę w opatrznościową opiekę Bożego Ojcostwa nade mną? Czy świadczę o tym? Czy dostatecznie ufam Bogu w próbach i przeciwnościach?
Czy mam poczucie obowiązku?
Czy jestem gotowy na wszelkie ofiary, aby być wiernym swoim obowiązkom, by je sumiennie spełniać, ponieważ Bóg nakazuje mi tę pracę i sposób jej wykonania?
Czy jestem przekonany o wielkiej wartości dobrze spełnionej pracy (jej wartości ludzkiej i jej wartości uświęcającej – Bożej)?
Czy zdaję sobie sprawę z tego, że wszystko co mnie odrywa od mego obowiązku stanu, który jest wolą Bożą, na pewno mnie wykoleja i w gruncie rzeczy prowadzi do nieszczęścia?
Czy próbowałem poznać swój temperament?
Czy jestem tak wytrwały i żarliwy, że nic mnie nie zniechęci, jeżeli chcę dojść do postawionego celu, czy też może przeciwnie: jestem nieśmiały, zalękniony, ulegający zniechęceniu?
Czy cofam się przed odpowiedzialnością, przed podjęciem decyzji?
Czy jestem melancholijny, marzycielski, nadmiernie wrażliwy, czy też wesoły, pobudliwy i zbyt nerwowy?
Czy jestem energiczny i uparty, czy raczej bezwolny i kapryśny?
Czy dbam o swoje wygody, czy też nie żałuję wygód materialnych dla dobra sprawy, którą mam wykonać?
Czy chcę kochać, udowadniać moje przywiązanie i poświęcenie się dla tego, kogo miłuję, czy też raczej egoistycznie zasklepiam się w sobie?
Do czego jestem bardziej skłonny: do krytyki innych, czy też do działania z innymi?
Czy jestem rozważny i roztropny, czy raczej porywczy, bałaganiarski?
Czy jestem sumienny?
Czy rzeczywiście staram się być moralnie coraz lepszy?
Czy staram się być prawy w słowach?
A w myślach i czynach?
Czy mam skłonność do samochwalstwa? Jeśli tak, to czy chwalę się nawet tym, czego powinienem się wstydzić?
Czy jestem przekonany o tym, że mogę mieć wielki, a przy tym dobry, wpływ na moje otoczenie?
Czy ten „dobry wpływ” kojarzę z apostołowaniem?
Jeśli Bóg mnie wzywa, bym apostołował, to jaka będzie moja odpowiedź na to wezwanie?
Czy rozumiem, że otrzymane dary zobowiązują mnie, że muszę je wykorzystać?
Czy aż dotąd waham się z daniem odpowiedzi? Dlaczego?
Jeśli odpowiedziałem odmownie na pytanie Chrystusa, czy było to tchórzostwo, czy strach przed wysiłkiem, czy miłość własna, czy obawa przed nieuniknionymi upokorzeniami?
A może było to lenistwo, bo ja tak bardzo lubię święty spokój?
A może fałszywa pokora, bo „nie jestem godny”?
Czy wprowadzam w życie zasadę, że bez głębokiego życia wewnętrznego nie ma apostolstwa? Czy naprawdę rozumiem, że być wodzem to nie znaczy rozkazywać, ale służyć innym, służyć wszystkim – za przykładem Jezusa?
Czy jestem zdecydowany tak jak On iść na Kalwarię, to znaczy przyjąć wszelkie upokorzenia i cierpienie, byle tylko pociągnąć dusze ku Niemu?
Dobroć podbija serca. Czy staram się być dobrym dla wszystkich?
Czy staram się promieniować pokojem, uspokajać niezgody?
Czy staram się o prawdziwe miłosierdzie, które, z miłości, usuwa cudze braki duchowe i materialne? Czy staram się o pogodę, która ratuje ludzkie serca i usposabia je do dobra?
Czy nie drzemię w wygodnym, ciemnym, pospolitym zadowoleniu z siebie, w „błogim samouznaniu”?
Czy nie staję się egoistycznym centrum mojego otoczenia?
Czy jestem zdecydowany na każdej drodze, na jakiej mnie Bóg postawił, trzymać się tej jednej zasady: Służyć i bezgranicznie kochać Boga i moich braci?
Czy jestem przekonany, że ta zasada jest najlepszym środkiem do mego szczęścia, do pełnego rozwoju mojej osobowości, do mojego uświęcenia?
Niezależnie od tego, jakie jest moje powołanie życiowe, słyszę wezwanie Chrystusa do zjednoczenia się z Nim i zupełnego oddania siebie na służbę braciom: Czy nie mam pokusy udawania, że tego nie słyszę?
Czy boję się usłyszeć, że mój największy Przyjaciel wzywa mnie do Swojej służby?
Czy boję się ofiary, jakiej Pan Jezus żąda od tych, których zaprasza, aby byli Jego przyjaciółmi? Czy rozumiem, że taka ofiara jest warunkiem pełnego rozwoju mojego życia i pomocy moim braciom?
Modlitwa do Matki Bożej:
Maryjo, która jesteś dla nas Wspomożeniem wiernych i Ucieczką grzeszników: módl się za mną. Amen.
- Słowo Boże: Mt 20,20-28
- Tomasz a Kempis: O naśladowaniu Chrystusa
O GORLIWEJ POPRAWIE CAŁEGO ŻYCIA
- Dąż usilnie do doskonałości, a wkrótce otrzymasz nagrodę swego trudu i nie będzie już lęku ani bólu aż do końca. Trochę tu się potrudzisz, a odnajdziesz prawdziwy spoczynek, o tak, wieczną radość. Jeśli wytrwasz w pracy, w wierności i zapale, Bóg bez wątpienia odda ci i wiernie, i hojnie. Miej nadzieję, że zdobędziesz nagrodę, lecz nie bądź nazbyt pewny swego, bo wpadniesz w lenistwo albo zarozumiałość.
- Pewien człowiek wątpiący często przeżywał wahania, od lęku do nadziei, aż kiedyś w kościele pełen smutku upadł przed ołtarzem na kolana i powtarzał w głębi duszy: O, gdybym wiedział, że wytrwam! Wtem usłyszał w sercu Bożą odpowiedź: Gdybyś wiedział, cóż byś uczynił? Czyń to, co chciałbyś wówczas czynić, i bądź spokojny. – I zaraz pokrzepiony i umocniony na duchu powierzył się woli Bożej i więcej nie doznawał przypływów zwątpienia. Nie dręczyła go już odtąd ciekawość przyszłości, ale skupił się cały na odczytywaniu woli Bożej, czy jest przychylna i sprzyjająca tej sprawie, jaką miał właśnie podjąć i wykonać.
- Miej nadzieję w Panu i czyń dobrze, powiada Prorok, mieszkaj w swej ziemi i karm się jej dostatkiem. Jest jedno, co odciąga wielu ludzi od doskonałości i usilnej poprawy: obawa trudności czy też wysiłek walki. W dążeniu do doskonałości przodują ci właśnie, którzy usiłują dzielnie pokonać to, co dla nich najtrudniejsze i co stawia opór największy. Bo przez to człowiek doskonali się i zdobywa większą łaskę, w czym sam siebie przezwycięża i w duchu umartwia.
- Lecz przecież nie wszyscy w równym stopniu mają z czym walczyć i mogą się umartwiać. Wszak gorliwy współzawodnik okaże się lepszy w tej walce, nawet jeśli ma więcej namiętności do pokonania niż inny, może lepszy z natury, ale mniej w dobrym żarliwy. Dwie rzeczy zwłaszcza przyczyniają się do prawdziwej poprawy: odciąć się zdecydowanie od złych skłonności natury i gorliwiej dbać o dobro w tym, w czym kto jest słabszy. Staraj się także wystrzegać tego i przezwyciężać w sobie to, co razi cię u innych.
- Niech wszystko pobudza cię do doskonalenia; gdy widzisz jakieś dobre przykłady albo słyszysz o nich, staraj się je z zapałem naśladować. Gdybyś zaś zobaczył coś złego, uważaj, abyś tego samego nie robił, a jeśli już zrobiłeś, staraj się szybko poprawić. Jak widzisz innych, tak i ciebie widzą.
- Pamiętaj o podjętym postanowieniu i miej przed oczyma zawsze wizerunek Ukrzyżowanego. Patrząc na życie Jezusa Chrystusa zawstydzisz się, że nie starałeś się bardziej upodobnić do Niego, choć już tak dawno jesteś na tej drodze. Człowiek, który pilnie i pobożnie ćwiczy się w rozpamiętywaniu najświętszego życia i męki Pana naszego, tu znajdzie pod dostatkiem wszystkiego, co mu potrzebne i co konieczne, i nie ma potrzeby szukania czegoś lepszego poza Jezusem. O, gdyby Jezus ukrzyżowany wszedł w nasze serca! Jak szybko i w pełni stalibyśmy się mądrzy!
- Kiedy człowiek dojdzie już do tego, że nie szuka pociechy w żadnym stworzeniu, wówczas dopiero zaczyna rozsmakowywać się tylko w Bogu, wówczas też z każdej sytuacji czerpie zadowolenie. Wówczas już nie cieszy się zbytnio z jakiegoś wielkiego wydarzenia ani nie smuci z drobnego powodu, ale składa siebie całkowicie i ufnie w ręce Boga, który jest mu wszystkim we wszystkim, dla którego nic nie ginie, nic nie umiera, lecz wszystko dla Niego żyje i bez sprzeciwu służy Jego woli.
- Bez trudu i bez wysiłku nigdy nic nie osiągniesz. Jeżeli zaczynasz obojętnieć, źle z tobą. Jeśli jednak masz w sobie zapał, odnajdziesz pokój i odczujesz, o ile lżejsza stanie ci się praca, gdy będziesz ją wykonywać dla samej łaski Bożej i dla miłości dobra. Człowiek pilny i gorliwy gotów jest na wszystko. Większy to trud zwalczać wady i złe skłonności niż pracować fizycznie w pocie czoła. Kto nie unika małych potknięć, wkrótce dojdzie do większego upadku. Ciesz się wieczorem, jeśli owocnie dzień ci upłynął. Czuwaj nad sobą, pobudzaj się i sam siebie zachęcaj, a jakkolwiek inni postępują, ty pilnuj sam siebie. O tyle się udoskonalisz, o ile zdołasz przezwyciężyć siebie. Amen.
(Księga I, Rozdział XXV)
NA ZAKOŃCZENIE DNIA:
Rachunek sumienia:
– realizacja dobrego postanowienia?
– pamiętasz coś z czytań mszalnych i chwili zastanowienia?; czy coś z tego odnosi się do Twojego życia?
– przeżywanie Mszy Świętej (Aaron i Chur? Starszyzna żydowska? Żołnierze rzymscy? Judasz? Piotr i Apostołowie? Matka Boża, Jan Ewangelista, Maria Magdalena?)
– a propos Rozmyślania i Tomasza a Kempis:
Dwie rzeczy zwłaszcza przyczyniają się do prawdziwej poprawy: odciąć się zdecydowanie od złych skłonności natury i gorliwiej dbać o dobro w tym, w czym kto jest słabszy. Staraj się także wystrzegać tego i przezwyciężać w sobie to, co razi cię u innych.
Niech wszystko pobudza cię do doskonalenia; gdy widzisz jakieś dobre przykłady albo słyszysz o nich, staraj się je z zapałem naśladować. Gdybyś zaś zobaczył coś złego, uważaj, abyś tego samego nie robił, a jeśli już zrobiłeś, staraj się szybko poprawić. Jak widzisz innych, tak i ciebie widzą.
Bez trudu i bez wysiłku nigdy nic nie osiągniesz. Jeżeli zaczynasz obojętnieć, źle z tobą. Jeśli jednak masz w sobie zapał, odnajdziesz pokój i odczujesz, o ile lżejsza stanie ci się praca, gdy będziesz ją wykonywać dla samej łaski Bożej i dla miłości dobra. Człowiek pilny i gorliwy gotów jest na wszystko.
Akt pokutny: np.: Ach żałuję za me złości…
Modlitwa do Matki Bożej:
Sam z siebie jestem zdolny do wszystkiego złego, ale spodziewam się wszystkiego po Twojej, Matko, dobroci – dlatego pomnij o najdobrotliwsza Panno Maryjo, iż od wieków nie słyszano, aby ktokolwiek uciekając się do Ciebie, Twej pomocy wzywając, Ciebie o przyczynę prosząc, miał być przez Ciebie opuszczony. Tą ufnością ożywiony – o Panno nad pannami i Matko! – biegnę do Ciebie, przychodzę do Ciebie, stawam przed Tobą jako grzeszny człowiek, drżąc i wzdychając. Nie chciej o Matko Słowa gardzić słowami moimi, ale je usłysz łaskawie i wysłuchaj. Amen.
Modlitwa: Wszechmogący, wieczny Boże, przez zmartwychwstanie Chrystusa odrodziłeś mnie do życia wiecznego, pomnóż we mnie owoce wielkanocnego Sakramentu i umocnij moje serce pokarmem dającym zbawienie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

