← Wspólnota diecezjalna
Logo Ruchu PMKHerb Archidiecezji Poznańskiej

Ruch Pomocników Matki Kościoła

Archidiecezja Poznańska

Słowo Moderatora

034_Ludomy.Kośc.św.Jana_Chrzciciela.Msza_św_PMK.Ks_Rafał_Krakowiak

PMK w moim życiu

W 1997 roku, Biskup ustanowił mnie wikariuszem w parafii p.w. Najświętszej Bogarodzicy Maryi, na Starym Żegrzu w Poznaniu. Pierwszego dnia mojego tam pobytu, podeszło do mnie dwoje młodych ludzi, przedstawili się jako Pomocnicy Matki Kościoła (PMK) i zapytali: „W czym możemy księdzu pomóc?”. Ta sytuacja powtarzała się w ciągu następnych kilku dni. Przychodzili różni ludzie – i bardzo młodzi i już dojrzali – przedstawiali się jako Pomocnicy Matki Kościoła i nieodmiennie pytali: „W czym możemy księdzu pomóc?”. Początkowo sądziłem, że chodzi im o pomoc w przeprowadzce, ale dosyć szybko zostałem z błędu wyprowadzony. Oczywiście przy przeprowadzce pomagali również, tym niemniej – jak się okazało – owa oferta pomocy dotyczyła właściwie wszystkich sfer mego życia, a przede wszystkim tego, co dotyczyło mojego zbawienia i mojej troski o zbawienie innych. Wcale nie byłem tym zachwycony. Wydawało mi się, że w tym co dotyczy mojej prywatności, a także w tym, co odnosi się do mojej aktywności duszpasterskiej, nie potrzebuję żadnej pomocy, bo przecież doskonale sobie radzę. Nie potrzebowałem  nikogo, kto będzie się wtrącał w to co robię, czy wręcz mnie w tym zastępował. Pomocnicy byli jednak wobec mnie bardzo cierpliwi, z biegiem czasu „urobili mnie po swojemu” i w końcu zrozumiałem, że w wielu sprawach ksiądz bez pomocy ludzi świeckich jest zupełnie bezradny, a pomoc to po prostu… pomoc, a nie wtrącanie się w coś, czy zastępowanie kogoś.

Od tego momentu ruch PMK stał się dla mnie oparciem. I bardzo jestem Bożej Opatrzności za to oparcie wdzięczny, bo być może – biorąc pod uwagę moją grzeszność – gdyby nie to, że na swej drodze spotkałem gorliwych, żegrzańskich Pomocników, to dzisiaj nie byłbym księdzem…

W końcu sam stałem się Pomocnikiem Matki Kościoła. Czy dzięki temu stałem się lepszym człowiekiem, lepszym księdzem? Odpowiedź na to trudne pytanie pozwolę sobie sformułować w sposób następujący: choć z Pomocnikami jestem ściśle związany już prawie 20 lat (co może się wydawać całkiem niezłym osiągnięciem), to biorąc pod uwagę to wszystko czego w ruchu i dzięki ruchowi doświadczyłem (zwłaszcza w wymiarze duchowym), głęboko żałuję, że to jest tylko 20 lat, a nie np. lat… 40! Żałuję, że nie skorzystałem z tej dobrej okazji, by do PMK dołączyć choćby w czasie studiów seminaryjnych, czy w początkach mojego kapłaństwa. A mogłem to uczynić bez większego problemu.  Bo to nie jest przecież tak, że z Pomocnikami zetknąłem się po raz pierwszy w życiu na Starym Żegrzu, w 1997 roku i ów kontakt był dla mnie wielkim objawieniem. Grupami Pomocników Matki Kościoła miałem okazję opiekować się duszpastersko już wcześniej (pierwszy raz w czasie praktyki diakońskiej w latach 80-tych), ale – ze wstydem to dzisiaj przyznaję – nie angażowałem się zbytnio i do czasu mojej posługi na Starym Żegrzu nie wnikałem w to, co można określić mianem sedna ruchu PMK.

A propos wspomnianego sedna: można je już zobaczyć w samej nazwie – Pomocnicy Matki Kościoła – która mówi o tym, co ma być dla Pomocnika najważniejsze. I tak słowo Pomocnicy wskazuje na postawę służebną (pomocniczość),którą powinien odznaczać się każdy Pomocnik. Słowo Matka wskazuje na Najświętszą Maryję Pannę i mówi o duchowości (maryjność) Pomocnika. Słowo Kościół wskazuje zaś na umiejscowienie Pomocnika i tego wszystkiego co on czyni, w ramach posługi i przepisów Kościoła Świętego (eklezjalność). Jeśli Pomocnik żyje w zgodzie z treścią powyższych trzech haseł (pomocniczość, maryjność, eklezjalność), to wcześniej czy później okazuje się, że dla Pomocnika Matki Kościoła:

1.wiara jest skarbem,

2. pomaganie innym jest nałogiem,

3. Maryja jest Matką i Królową,

4. a Jej życie jest wzorem do naśladowania;

5. przynależność do Kościoła jest zaszczytem,

6. a sprawy Kościoła są osobistymi sprawami Pomocnika,

7. podobnie jak sprawy rodziny i Ojczyzny.

W związku z tym Pomocnik:

ad 1) strzeże swej wiary i pogłębia ją, a sprawa własnego zbawienia i zbawienia innych ludzi, jest dla niego najważniejsza;

ad 2) chętnie spełnia uczynki miłosierne co do duszy i co do ciała;

ad 3) trwa w łączności z Maryją, nieustannie Jej siebie – jak niewolnik – powierzając/oddając;

ad 4) naśladuje cnoty Maryi (zwłaszcza cnoty wyrażające się w słowach: Słuchać! Ufać! Służyć! Wielbić!) poprzez postępowanie zgodne m. in. z ABC Społecznej Krucjaty Miłości;

ad 5) daje mocne świadectwo swej wiary i przynależności do Kościoła,

ad 6) poprzez chętne i gorliwe wspomaganie wysiłków duszpasterzy,

ad 7) oraz wytrwałą pracę na rzecz dobra swej rodziny i całej Ojczyzny.

Taki kształt chrześcijańskiego życia zaproponował Polakom w 1969 roku, Sługa Boży Stefan kardynał Wyszyński w liście z 26 sierpnia 1969 roku. Moment ogłoszenia tego listu, jesttraktowany przez Pomocników Matki Kościoła jako początek ruchu.

Nie każdy może i nie każdy musi być Pomocnikiem Matki Kościoła. Tym niemniej, jeśli ktoś – poruszony przez Ducha Świętego i może choć odrobinę zainspirowany powyższym tekstem – chciałby iść wskazaną wyżej drogą, to nic nie stoi na przeszkodzie (ani wiek, ani płeć, ani stan życia)  by to uczynić i dołączyć do naszego grona. Serdecznie zapraszamy!

Ks. Rafał Krakowiak

Przewijanie do góry